NEWSBLOG

polityka PRYWATNOŚCI

Z pamięci, z akt, z Narwi. Wyjątkowa książka genealogiczna

19 sierpnia 2026

O genealogicznych zamiłowaniach Krystyny Rusaczyk pisaliśmy blisko dwa lata temu. Dzisiaj narwiańska twórczyni ludowa, znana wcześniej ze swoich prac wykonywanych w technice haftu krzyżykowego, otwiera kolejny rozdział. Właśnie ukazała się jej pierwsza książka, pt. „Podręczne wypisy z akt”.

 

Publikacja ma niewielki format – i trudno się temu dziwić. Zgodnie z tytułem ma być podręczna, a więc i poręczna. Uwagę od razu przyciąga okładka: kolorowe teczki wsunięte w archiwalną szufladę, umieszczone w scenerii archiwum. W środku opracowania dominuje porządek i klarowność: niemal wszystkie strony wypełniają przejrzyste tabele, w których zgromadzono i usystematyzowano najważniejsze informacje dotyczące opisanych osób.

 

Bardzo mnie pochłonęła ta tematyka – mówi Pani Krystyna. –  Przez ostatnie lata zajmowałam się budowaniem drzewa genealogicznego swojej rodziny. Najwięcej przeczytałam starych metryk cerkiewnych, które znajdują się w archiwach białostockich i w parafii prawosławnej w Narwi. Szukałam informacji na cmentarzach, na stronach internetowych, takich jak Geneteka, rozmawiałam z najstarszymi mieszkańcami, odwiedzałam Urząd Stanu Cywilnego w Narwi, ponieważ są tam akta, których nie ma jeszcze w archiwach państwowych. Udokumentowałam około dwóch tysięcy przodków i krewnych. Najstarsi pochodzili z XVIII wieku...

 

A potem pojawił się pomysł, by wynikami tych badań podzielić się z innymi. Najlepiej, wbrew cyfrowym trendom. Całkowicie offline. Po prostu – na papierze, w książce, którą można zabrać gdzie się chce i kiedy się chce, bez oglądania się na ekrany i internety.

 

Z czasem osobiste poszukiwania genealogiczne, choć pozostały najważniejszym punktem wyjścia, zatoczyły szersze kręgi. W polu zainteresowania Autorki pojawiali się kolejni mieszkańcy Narwi i okolic – ludzie z różnych rodzin, wyznań i środowisk, których losy przez pokolenia spotykały się i splatały właśnie tutaj. I tak powstało to niewielkie rozmiarami, lecz całkiem pokaźne treścią dzieło – coś na kształt genealogicznego portretu Narwi i okolic, a przynajmniej jego rozległego fragmentu.

 

To publikacja pod wieloma względami wyjątkowa i – kto wie – być może pierwsza tego rodzaju nie tylko w gminie, ale i znacznie szerzej. Na pewno zaś przygotowana dla mieszkańców ziemi narwiańskiej i dla wszystkich tych, którzy właśnie stąd wywodzą swoje korzenie, szczególnie zaś dla tych, którzy obok swoich pradziadów i prababć nie umieją przejść obojętnie.

 

 

Krystyna Rusaczyk z Narwią związana jest od 75 lat. Tutaj się urodziła, wyszła za mąż, tutaj pracowała zawodowo i wychowała dzieci. Tu spędziła całe swoje życie. Zna tę miejscowość i jej najbliższą okolicę od podszewki. Nosi w pamięci setki nazwisk, twarzy i historii, o których mało kto już dzisiaj pamięta. Wie, kim byli ludzie dawno pochowani na narwiańskich cmentarzach, wspomina ich rodziny, wydarzenia z nimi związane, a niekiedy nawet dni sprzed wielu lat, w których odbywały się pogrzeby.

 

W badaniach genealogicznych to olbrzymi atut, a przynajmniej kapitał trudny do przecenienia. Niesłychanie pomaga łączyć kropki. A gdy jeszcze dodamy do tego empiryczną orientację Autorki, jej analityczny, ultra-logiczny umysł, połączony z żyłką detektywistyczną oraz imponującą wytrwałością, ocierającą się niekiedy o tytanizm – zyskujemy portret wytrawnej i temperamentnej badaczki, która nie powinna mieć żadnych kompleksów, mierzonych nawet kryteriami akademickimi. 

 

Skąd tyle zachwytu? Ano stąd, że Pani Krystyna nie zadowalała się pierwszą znalezioną odpowiedzią. Sprawdzała, porównywała, wracała do źródeł, zestawiała daty, nazwiska i rodzinne powiązania, a tam, gdzie pojawiały się wątpliwości, szukała dalej. Zachowywała szczególną ostrożność wobec źródeł, dokładając wszelkich starań, by zgromadzony materiał jak najwierniej odpowiadał stanowi faktycznemu.

 

Z drugiej zaś strony wykonała ogrom pracy, której pojedynczy badacz, często z braku czasu, nie jest w stanie wykonać samodzielnie. To, co dotąd było rozproszone w księgach, aktach, inskrypcjach nagrobnych, rodzinnych przekazach i pamięci mieszkańców, zostało zebrane i uporządkowane w jednym miejscu. Ostatecznie te dwa wymiary: krytyczna analiza źródeł i poszukiwania prowadzone w różnych miejscach, wydają się być jedną z największych wartości całej książki. Możemy o niej z czystym sumieniem powiedzieć, że odnalazłaby się również w przestrzeni literatury naukowej. Przynajmniej jako opracowany materiał badawczy.

 

Krystyna Rusaczyk przerzuciła tysiące zdygitalizowanych skanów dawnych akt pisanych po rosyjsku i przechowywanych w archiwach państwowych. Korzystała również z dokumentów udostępnionych przez parafię prawosławną w Narwi, a część informacji – zwłaszcza opartych na księgach unickich i katolickich – odnalazła na stronach internetowych towarzystw genealogicznych.

 

Najwięcej uwagi poświęciła jednak metrykom cerkiewnym, pisanym starą, przedreformowaną cyrylicą. Tu ujawniły się kolejne zdolności Autorki. Różnorodne style pisma odczytywała zwykle bez większych trudności, często skuteczniej niż narzędzia oparte na sztucznej inteligencji. Pozwoliliśmy sobie nawet na mały eksperyment – zaawansowany, płatny model ChatGPT, nie potrafił rozszyfrować dłuższych fragmentów tekstu z dobrej jakości zdjęcia. Powiadają, że to kwestia czasu, ale na razie tam, gdzie algorytmy widzą jedynie atrament, Autorka potrafi odnaleźć konkretne nazwiska.

 

 Narwiańskie nekropolie były jednym z ważnych „terenów badawczych", a skrupulatnie spisywane inskrypcje nagrobne pozwoliły zarówno na uzupełnianie danych, jak i tworzenie kolejnych biogramów.

 

Początkowo powstały dwa grube segregatory takich oto "analogowych" drzew genealogicznych.

 

Z czasem drzewa zyskały zapowiadaną formę cyfrową. Bo nawet proste programy mogą być bardzo przyzwoitym narzędziem archiwizacji elektronicznej.

 

Teraz zaś przyszedł czas na książkę. I to w wersji poszerzonej, obejmującej nie tylko przodków i krewnych Autorki. Zebrany materiał został zredagowany w przejrzystym i uporządkowanym układzie tabelarycznym. Przy poszczególnych osobach odnaleźć można najważniejsze dane biograficzne i genealogiczne - informacje o narodzinach, małżeństwach, zgonach, miejscach oraz więzach rodzinnych. Najstarsze zapisy prowadzą do końca XVIII wieku, pozwalając spojrzeć na Narew i jej mieszkańców z perspektywy wielu pokoleń.

 

Papierowa forma jest wygodna mówi Pani Krystyna. Można wziąć do ręki, w każdej chwili coś wyszukać. Jest to też cenna pamiątka, a dla mnie ogromna satysfakcja. 

 

Niemniej Wypisy z akt – jak sam tytuł wskazuje – opierają się przede wszystkim na udokumentowanym słowie pisanym  księgi pozostają najważniejszym punktem odniesienia. Dają poszukiwaniom trwały grunt: potwierdzają, że ktoś rzeczywiście przyszedł na świat w określonym miejscu i czasie, miał konkretnych rodziców, współmałżonka, a w końcu odszedł. Z pozoru są to tylko krótkie, głównie formalne zapisy. W rzeczywistości każdy z nich stanowi ślad czyjegoś istnienia. I dopiero wokół takich śladów zaczyna układać się historia.

 

Jednak samo opracowanie źródeł nie zastępuje. Raczej do nich prowadzi, porządkuje tropy i pomaga odczytać je w szerszym kontekście. Można więc powiedzieć, że Pani Krystyna nie tyle napisała książkę genealogiczną, ile oddała w ręce osób zainteresowanych lokalną genealogią wartościowe narzędzie, tworząc zarazem unikalny zapis pamięci o mieszkańcach Narwi i ludziach związanych z tą ziemią

 

I ta właśnie lokalność wydaje się nadawać książce – choć z perspektywy wielkiego świata całkowicie niszowej – niepowtarzalnego charakteru. Każda społeczność potrzebuje bowiem swoich kronikarzy, swoich skrybów, archiwistów, narratorów, cierpliwych zbieraczy śladów; jednym słowem wszystkich tych, którzy poniosą opowieść o tej ziemi, o jej ludziach i wydarzeniach dalej, choćby w nieokreśloną przyszłość, ku następnym pokoleniom, póki ktoś będzie jeszcze chciał pytać, kim byli ci, którzy żyli tu przed nami. Nikt przecież nie przyjdzie i nie zrobi tego za nas. Nikt inny nie pochyli się z uwagą nad naszymi korzeniami ani nie zatroszczy o zapis lokalnej historii. To jest nasze zadanie, zadanie mieszkańców – zadanie tych, którzy chcą pamiętać. Pytają, szukają i czują, że ciągłość ma znaczenie.

 

I o tym właściwie jest książka Pani Krystyny. O tym, że ciągłość ma znaczenie. Choć nie opowiada historii wprost, dostarcza bogatego materiału, bez którego wiele z tych opowieści nie mogłoby powstać. W subtelny sposób pokazuje więc, że nikt nie zaczyna się od samego siebie i że każdy wyrasta z historii o wiele dłuższej niż jego własny horyzont istnienia. Ostatecznie zaś przypomina, że silne społeczności zawsze wyrastają z silnych korzeni – z pamięci, która łączy kolejne pokolenia.

 

Krystyna Rusaczyk z Narwi. Swoją działalnością udowadnia coś jeszcze – nigdy nie jest za późno, by realizować własne pasje, idee i zamierzenia. A gdy w końcu przeradza się to w rodzaj osobistej misji zachowania wspólnej pamięci, powstają takie właśnie dzieła.

 

* * *

 

Książkę można zamówić za pośrednictwem platformy Amazon. Na wszelkie pytania Autorka odpowie pod adresem mailowym: edukot.narew@gmail.com

 

Tymczasem na łamach naszego portalu Krystyna Rusaczyk pragnie złożyć serdeczne podziękowania osobom, które wsparły ją na różnych etapach pracy. Szczególne słowa wdzięczności kieruje do Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Narwi, Pani Lilli Chilmoniuk, której pomoc i życzliwość okazały się niezwykle cenne podczas poszukiwań źródłowych; do Pani Ireny Karpiuk jednej z najważniejszych dziś depozytariuszek pamięci o dawnych mieszkańcach Narwi, miejscowych rodzinach i łączących je więzach – a także do proboszcza parafii prawosławnej w Narwi, ks. prot. Jarosława Ciełuszeckiego, który udostępnił Autorce dawne dokumenty parafialne.

 

Osobne podziękowania kierujemy do Pani Ewy Alimowskiej – za wszystkie wskazówki dotyczące możliwości publikowania oraz wykorzystania współczesnych narzędzi, które pozwalają na profesjonalną realizację własnych projektów wydawniczych. Mamy nadzieję, że stanie się to również inspiracją dla innych i sprawi, że rodzimego słowa pisanego — zwłaszcza utrwalonego na papierze — będzie w Narwi i okolicach coraz więcej.